Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Upalnie i bardzo jazzowo, tak będę wspominał pierwsza wizytę na tegorocznym Chojazz. Miło jest zobaczyć krzatajacego się powoli wsród wylegującej się publicznośći przed Domem Kultury, Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Ten starszy gość dał naprawdę dobry koncert. Zresztą mimo, że spotkania w Chodzieży mają miano warsztatów nie spotkałem się tam ze słabym występem. Wkraczający wolnym krokiem na deski chodzieskiej sceny Wróblewski został powitany owacją. Szybko skwitował reakcję publiczności żartem: „Nie ma co klaskać przed występem gdyż jazz to sztuka improwizacji, a z improwizacją bywa różnie co można zauważyć wśród polskich polityków…”

Kwartet zagrał kilka chwytliwych kompozycji, po których brawa już nie były bez uzasadnienia.

55b2ab526170e_o,size,933x0,q,70,h,b4f8a3

Na ostatnie trzy numery do muzyków dołączyła obdarzona latynoską urodą Dorota Miśkiewicz, no i repertuar skierowany został w kierunku Brazylii..Wywołany na bis Jan Ptaszyn Wróblewski zapowiedział, że co prawda kwartet nie zdążył zaaranżować więcej kawałków wspólnie z Dorotą Miśkiewicz ale w zamian za to zagrają jeszcze raz to samo, z tym że tym razem poprawnie:)

55b2ab550bd5f_o,size,933x0,q,70,h,c84f3d

KWARTETET:

Ptaszyn Wróblewski – tenor sax,
Wojciech Niedziela – piano,
Jacek Niedziela – bass,
Marcin Jahr – drums

Dorota Miśkiewicz – voc

Tak się złożyło, że występ „Ptaszyna” w Chodzieży zbiegł się z lekturą książki o nim samym i w tym miejscu bardzo gorąco polecam książkę „Globtroter”, którą napisał syn artysty Jacek Wróblewkski. Poniżej fragment opisujący pewne ciekawe „warsztaty” jazzowe:

„Nadszedł sierpień i rozpoczynał się pierwszy ogólnopolski festiwal jazowy w Sopocie. W całym kraju było o nim głośno i nie było nikogo, kto uważałby, iż nie wypadałoby na nim być. Niech schowają się przy nim dzisiejsze Jarociny i Woodstocki, To, co działo się w owych sierpniowych dniach przypominało jako żywo powojenne przesiedlenia ze wschodu na zachód. Tłumy oblegały pociągi. Na stacjach w odległych od wybrzeża miastach koczowały dziesiątki ludzi młodych ludzi w oczekiwaniu na transport. Wśród nich byli i sami artyści, którzy festiwal ten mieli swą muzyką stworzyć. W owych czasach czasach nie było praktycznie prywatnego transportu. Jazzman mógł się pochwalić co najwyżej skuterem, a najczęściej biletem miesięcznym komunikacji miejskiej. Wszystkie drogi zainteresowanych wyjazdem do Sopotu wiodły więc na dworce kolejowe.”

20150823_114135

…mury ociekające jazzem..

W 1971 roku, rozpoczęła się trwająca do dzisiaj, historia specyficznej formy muzycznego dokształcania, jaką są Międzynarodowe Chodzieskie Warsztaty Jazzowe. Warsztaty dojrzewały przez lata, stając się coraz bardziej znaczącą imprezą w europejskim ruchu jazzowym.  Wystarczy tam się pojawić aby  zauważyć, że z te stare ściany chodzieskiego PDK emanują jazowym ciepłem. Wiem, że pojawiali się tu zacni goście. Między innymi Tomasz Stańko, który jako wykładowca brał udział w Chojazz jednak….nikt go tam wtedy nie widział. Jednak uczestnikom wystarczała tylko wiadomość że Stańko jest w mieście…

To miejsce jest na tyle magnetyczne, że chyba trudno byłoby wymienić jakiegokolwiek znaczącego polskiego muzyka jazzowego, który by w Chodzieży nie był. Jednak to moje osobiste spostrzeżenie. Wśród miejscowych, szczególnie młodych, Chojazz jako wydarzenie potocznie nazwane zostało Jazzy. Bardzo mi się spodobało to określenie i fajnie, że młodzi mają okazję poznawać jazz LIVE i cały jego warsztat od podszewki.

Około drugiej w nocy przechadzałem się po wnętrzu domu kultury, jam sassion naprawdę zrobiło na mnie wrażenie, muzycy zmieniali się na scenie, piękne dziewczyny śpiewały standardy jazzowe, młodzi adepci jazzzu szlifowali swe umiejętności do upadłego…

Miło jest spędzić wieczór siedząc przy ognisku i słuchając delikatnych dźwięków kontrabasu do późnych godzin nocnych…znacie drugie takie miejsce na ziemii?? Ja nie…

CHOJAZZ 2015, około 2:30, foto z telefonu

20150726_020222

Stefan