Tagi

Coraz mniej jest płyt, dzięki którym można być spokojnym o kondycję muzyki rockowej. Coraz mniej jest takich artystów, a jeśli są…to w zasadzie cud, że jeszcze żyją. Wszyscy znają zespół Red Hot Chili Peppers. Ja też. Choć nie znam żadnej płyty popularnych Red Hotów. Były jakieś tam podejścia. Nigdy nie przesłuchałem nic do końca. W 1988 do legendarnej formacji dołącza John Frusciante by po czterech latach opuścić zespół. Ucieka od wszechobecnego splendoru który towarzyszy zespołowi. Rezygnuje ze światowej sławy, na rzecz spokoju, przyjaciół i…heroiny. Kumplom z zespołu przekazuje tylko, że…zwariował. 22John stwierdza na początku lat dziewięćdziesiątych: „Narkotyki są jedynym sposobem, by być pewnym, że ma się kontakt z pięknem, zamiast pozwolić całej brzydocie świata, by złamała twoją duszę.”

Johnny Depp wraz z Gibby’m Haynes’em z The Butthole Surfers, w amatorskim dokumencie ukazują stan ekskluzywnego mieszkania muzyka, który po roku ćpania kompletnie traci kontakt z rzeczywistością.

ATAXIA

Frusciante, jak widać, szedł ostro, ale do sedna, a sednem tego miejsca zawsze jest muzyka. Projekt Ataxia poznałem ładnych parę lat temu. Szybko urzekło mnie to brzmienie domowego studia. Analagowy sposób nagrywania. Autentyczność każdego dźwięku. No i ta melancholia wszechobecna na płytach Frusciante. Ataxię tworzą, oprócz Fru, Joe Lally (Fugazi) oraz Josh Klinghoffer, multiinstrumentalista, współtwórca wielu projektów, od 2009, jakoby namaszczony przez Frusciante zatąpi go w RHCHP. Cóż…trzeba mieć ucho z gumy żeby już od pierwszych minut (sekund?) nie wyczuć potęgi tej płyty. Potęgi brzmienia i przekazu. Automatic Writting, bo nad tym tytułem owe zachwyty powstała w 2004 roku podczas dwutygodniowej sesji (tak, właśnie tak jak powstawały legendarne płyty końcówki lat 60tych i początku 70tych). W 2007 roku zostaje wydany drugi krążek z owej sesji AW II. Ta muzyka ma iście narkotyczny klimat mimo, że Frusciante przystępuje do nagrywania czysty. Ze wstawionymi implantami zębów i przeszczepioną skórą na obu przedramieniach. Auitomatic wypełniony znakomitami partiamii gitary, świetnymi wokalami trochę niczym manifest człowieka, który wrócił w ostatniej chwili używając jakiegoś podstępu, wszak tak niewielu się udało…

ADDITION (AW II)

Jestem jednym z nich, wrócić wydaje się takie proste

I znowu tu jestem, pozwalam wszystkim rzeczą dookoła po prostu sobie trwać

Znowu tego potrzebowałem a więc znowu odrzuciłem swoją duszę

Znowu skupiłem uwagę na tym, nie ma nad czym się zastanawiać

Tak, będę tu, ha ha!

Tak, kochałem Cię, ha ha!

Teraz wciąż biegnę na wschód…

Ataxia. Automatic Writting, „Another”.

Filmowy John

Frusciante oprócz tego że 1998 roku wraca do RHCHP (wskrzesza zespół, który chylił się ku upadkowi, wyprowadza go na 1 miejsce Listy Billboard’u z albumem Stadium Arcdium) beirze udział w wielu projektach, nie tylko muzycznych. Współpracuje choćby z Vincentem Gallo, pisząc 5 kawałków do filmu „The Brown Bunny”.

Wspiera również Omara Rodrqueza (Mars Volta, At The Drive) współprodukując obraz The Sentimental Engine Slayer. Zrozpaczony po rozwodzie rodziców bohater ulega autodestrukcji. Doświadcza kazirodczego związku z siostrą narkomanką, aż wreszcie popada w psychozę. Znowu dragi.

John & Josh

Frusciante wspiera talentem wielu artystów z przeróżnych rejonów muzycznych. Johnny Cash, Davida Gahan, Glenn Hughes, Perry Farrell, Wu-Tang Clan, czy wreszcie Josh Klinghoffer.

maxresdefault (1)

Panowie wydają w 2004 zupełnie powalający krążek „A sphere in the heart of silence”. Tajemnicza aura płyty, eksperymenty muzyków z elektroniką i instrumentami daje nam dzieło magiczne, pełne melancholii i emocji.

Cóz. Frusciante wielkim muzykiem jest i w zasadzie można poświęcić czas na każdy krążek sygnowany nazwiskiem gitarzysty. Pod słowami poniżej podpisuję się obiema rękami. I jedną nogą.

„Sęk w tym że jestem dziwny, choć sam ze sobą nigdy tak się nie czułem.” John Frusciante

Stefan.

Niedokończona kąpiel

Wisi ten post od tygodnia w poczekalni, jest niekompletny. Czegoś mi brakowało. Włączyłem przed momentem płytę The Empyrean i wskoczyłem pod prysznic. Tak szybko jak wskoczyłem tak cały mokry i na gaciach byłem przy wzmacniaczu aby zrobić głośniej. Ileż radości. Rock żyje i ma się dobrze. Do widzenia. Panie Fruu, Pan się trzyma jasnej strony.

john_frusciante