Tagi

,

11157437_837723989630502_4339483773466052552_o

Projekt Chapters z Dąbrowskim to Twoje najnowsze przedsięwziecie, słucham od kilku dni tej muzy, bardzo fajna rzecz, jak doszło do współpracy ?

     Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem stworzenia duetu z trębaczem, a że jestem w miarę na bieżąco z tym co dzieję się na naszym rynku muzycznym to pomyślałem o Tomku, jako o muzyku którego widziałbym w tym projekcie. Skontaktowałem się z nim i nakreśliłem co chciałbym zrobić. Pomysł mu się spodobał, spotkaliśmy się na kilka dni przed sesją nagraniową i tak powstał album Chapters.

maxresdefault

Śledząc wasze poczynania w duecie mam wrażenie, że współpraca z Jorgosem miała dla Was szczególne znaczenie, dla mnie pierwsza płyta projektu Sefardix to chyba najważniejszy album w Waszym dorobku…

   Sefardix jest projektem bardzo oryginalnym oraz bardzo nietypowym jeśli chodzi o skład instrumentalny, śpiew, kontrabas i bębny nie są szczegónie popularną konfiguracją, jak na przykład trio fortepianowe. Jednocześnie jest przez to bardziej przyswajalnym jeśli chodzi o formę i obecność głosu ludzkiego. Współpraca z Jorgosem bardzo dobrze się nam układa, czego dowodem są koncerty, które bardzo regularnie gramy. Choć w ciągu naszej już 15 letniej bytności na scenie takich szczególnych współpracy było już kilka. Z Theo Jörgensmannem graliśmy ponad 10 lat i nagraliśmy 5 płyt, podobnie było z Mikołajem Trzaską z którym przetrwaliśmy jeśli dobrze pamiętam 5 lat. Sefardix żyje, ma się dobrze i planuję nową płytę.

Jak wspominasz nagranie dwóch płyt – bardzo lubię do nich wracać– Mikro muzik i La Sketch Up z Mikołajem Trzaską?

    Z Mikołajem powstały w sumie cztery wspólne nagrania Mikro Muzik, La Sketch up, Danziger Stressenmusic i Suite for trio +, osobiście najbardziej lubię tę pierwszą i ostatnią, choć nie wspominam ich nagrania jako czegoś szczególnego. Bardziej pamiętam, że byliśmy wtedy zespołem i wspólnie na siebie oddziaływaliśmy.

Album „Komeda Ahead” nagrany przez waszą sekcję wraz z wibrafonem Christofera Della zebrał doskonałe recenzje, jak inspirowaliście się przed nagraniami w studio?

    Projekt KOMEDA AHEAD powstał na zmówienie Berliner JazzFest, nagranie płyty w tym składzie jest naturalnym następstwem tego faktu. Muzykę Komedy znam od bardzo wielu lat, każdy zainteresowany muzyką spotkał się z pewnością z jego twórczością wielokrotnie, choćby przy okazji muzyki filmowej. Dla mnie wyzwaniem było przeniesienie tych najciekawszych kompozycji na trio z wibrafonem i stworzenie czegoś oryginalnego i żywego.

Nagrywałeś i koncertowałeś z wieloma świetnymi muzykami, jednak chcę zapytać o Andrzeja Przybielskiego. opowiedz trochę o czasie spędzonym z Majorem…jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie? Czy doskonała płyta „De profundis” to zapis jednego koncertu? pamiętasz coś szczególnego jeśli chodzi o ten wieczór? przecież na tej płycie są momenty wręcz mistyczne…

   Andrzeja poznałem w roku 1991 był to wspólny koncert poświęcony pamięci Witkacego. Pamiętam że był ubrany w moro i pierwsze pytanie jaki mi zadał, zaraz po tym jak zostaliśmy sobie przedstawieni, dotyczyło używek tzn, grassu i haszu. Nie miałem z nimi nigdy wcześniej do czynienia – co Andy skwitował krótkim ” to trzeba znać bracie..”. Współpracowałem z nim, z małymi przerwami, aż do jego śmierci. Nagraliśmy ze sobą kilka ważnych dla polskiego jazzu albumów jak Free Bop, Abstract, czy De Profundis.    Był bardzo malowniczym, zupełnie niezrozumianym i z pewnością niedocenionym artystą. Praca z nim nie należała do najłatwiejszych, gdzieś w głębi był stworzony do bycia leaderem, zawsze chciał grać swoją muzykę na swój własny sposób, niestety nigdy nie było mu to dane. Jeśli chodzi o koncert zarejestrowany na płycie De Profundis pamiętam słoneczny kwietniowy dzień, Andrzeja w doskonałym nastroju. Przyjechaliśmy z Warszawy ustawiliśmy instrumenty i po prostu daliśmy się muzyce prowadzić. Był to przedostatni koncert jaki wspólnie zagraliśmy, ten ostatni miał miejsce kilka miesięcy później w Krakowie. Żałuję że go nie nagraliśmy, choć mieliśmy ze sobą dobrą kamerę.

13713_837721906297377_3050149640620009426_n

Shofar, Hera, Mikrokolektyw, znakomite zespoły, projekty. obcujesz z polskim jazzem gdzieś na co dzień? W domu, w aucie? Czy raczej zupełnie inny klimat dla złapania oddechu i równowagi…

   Bycie zorientowanym w tym co dzieje się na rodzimej scenie i słuchanie płyt innych muzyków jest poniekąd zawodowym obowiązkiem, jeśli podchodzi się poważnie do tego co się robi a do tego tworzy własne projekty. Natomiast wracanie do tych płyt to rzecz zupełnie inna. Obecnie można słuchać muzyki prawie wszędzie i tu nie różnie się specjalnie od ludzi słuchających muzyki.

Na jazzowej mapie polski jest kilka ciekawych miejsc, na jedno z najważniejszych wyrasta chyba Pardon To Tu…

        No bo i bez powodu nie został wybrany klubem roku, uważam w pełni zasłużenie. Kibicuje Danielowi i całej ekipie.

Jako Pilanin muszę spytać o Jacka Oltera, czy jego gra jest dla Ciebie rozpoznawalna? Czy drugi utwór na płycie „De profundis” to kawałek poświęcony Olterowi? Czy raczej nie ma sensu doszukiwać się adresata…

     Z Olterem zawsze miałem problem, moim zdaniem jego gra była zupełnie pozbawiona oryginalności. Był z pewnością szalenie utalentowanym gościem i na tle skostniałego polskiego rynku perkusistów trochę się odróżniał, ale dla mnie bycie oryginalnym to coś więcej. Jeśli chodzi o „Epitafium dla Jacka” kompozycję Andrzeja Przybielskiego, bo o ten utwór Tobie chodzi, to jest on dedykowany wybitnemu i przedwcześnie zmarłemu kontrabasiście Jackowi Bednarkowi, z którym Andrzej współpracował i z którym się prywatnie przyjaźnił. Wspaniały muzyk myślę że jeden z najwybitniejszych polskich kontrabasistów.

Czasami wydaje mi się, że koncertujesz, nagrywasz, praktycznie cały czas. Musisz mieć dobrze poukładany dzień, każdą chwilę. Ćwiczysz codziennie? Mam na myśli perkusję ale nie tylko. Mam wrażenie, że jesteś w doskonałej formie…

    Jeśli myślisz o zawodzie muzyka poważnie to najważniejsza jest samodyscyplina. To co ludzie widzą na koncercie czy słyszą na płycie to tylko wierzchołek góry lodowej. Dla mnie żeby wykonywać ten zawód konieczny jest nieustanny samorozwój, na który składają się nie tylko codzienne ćwiczenia na instrumencie, ale także cała masa rzeczy jak komponowanie, słuchanie, kontakty z ludźmi ale także rozwój wewnętrzny.

Masz swoją ulubioną markę sprzętu, jesteś zwolennikiem starych vintagowych rozwiązań, czy innowacyjnych wynalazków? Jak to się stało, że na rynku pojawiły się pałki sygnowane Twoim nazwiskiem?

       Od samego początku gram na instrumentach firmy YAMAHA. Dla mnie rodzaj drewna z jakich bębny są wykonane jest istotne tylko w 50 procentach, drugie 50% to hardware czyli cała masa elementów metalowych jak statywy, uchwyty ect., z których składa się perkusja. Rozwiązania jakie proponuje Yamaha są jak dla mnie najbardziej uniwersalne pod względem wygody użytkowania. Szczególnie w przypadku tras koncertowych kiedy składanie i rozkładanie sprzętu zajmuje sporo czasu. Jest to jeden z głównych powodów dlaczego stare vintagowe instrumenty to nie moja bajka, poza tym zdecydowanie bardziej wolę sound nowoczesnych instrumentów. Brzmienie jest dla mnie jednym z najistotniejszych rzeczy w muzyce. Poszukiwanie tego idealnego brzmienia zajęło mi sporo czasu. Wiadomo, że to na czym się gra jest bardzo istotne w przypadku perkusji, natomiast to czym się gra jest chyba rzeczą najistotniejszą. Moje poszukiwania brzmienia doprowadziły mnie do Marka Osojcy szefa firmy OSCA4Drums, z którym współpracuję już od 13 lat i wspólnie z nim udało się stworzyć pałki które mnie w pełni usatysfakcjonowały.

Oleś

Jakiś czas temu w Sopocie Bracia Oleś zagrali z Tomaszem Stańko. czy był pomysł, dalszej współpracy w jakiejkolwiek formie?

       Koncert z Tomaszem Stańko był wydarzeniem bardzo specjalnym i mam nadzieję że z takich bardzo specjalnych okazji uda się naszą współpracę kontynuować.

Czy jest miejsce gdzie chciałbyś zagrać? Czy może nie ma to zupełnie znaczenia. Wystarczy żeby było gdzie rozstawić perkusję a reszta zależy od atmosfery i publiki?

     To dla ludzi się gra i to oni tworzą atmosferę podczas koncertów, miejsca są o tyle ważne że dodają prestiżu temu co się robi. Ja zdecydowanie wolę grać w miejscach przeznaczonych do słuchania muzyki bez względu na wielkość i ilość miejsc.

Dziękuję za rozmowę, życzę dalszych sukcesów oraz wiele, wiele zdrowia i do zobaczenia 14 czerwca na ethno port w poznaniu przy okazji występu projektu sefardix…

Dzięki, Pozdrawiam.