EABS, Komeda wskrzeszony.

O wrocławskim septecie napisano już bardzo wiele. Głównie dobrze. Więc napiszę o nim z perspektywy poznańskiego koncertu, który był dla mnie najciekawszym wydarzeniem w ubiegłym roku. Zapamiętam wzruszenie jakie towarzyszyło mi gdy sekcja dęta pod koniec koncertu z całym impetem nawiązała do płyty Astigmatic. Należy wspomnieć również o poznańskiej Sali Ziemi pękającej w szwach, doskonałym nagłośnieniu no i genialnej treści.

Dlaczego kompozycje Komedy udało się z pełnym powodzeniem odświeżyć dopiero za pomocą hip-hopowej wręcz aranżacji? Przecież było już tyle prób mniej lub bardziej udanych? Wydaje mi się, że nikt nie zrobił tego z taką pasją, mięsem i kopem (przy okazji kopniak w dupę dla całego jazzowego establishmentu w PL).

Trzeba również wspomnieć o pierwszy epizodzie wydawniczym EABSów. Bo ak trzeba nazwać kasetę (!) zespołu wydaną w 2016 roku. Już tutaj doskonale słychać jaką zajawkę serwuje nam młode wrocławskie środowisko muzyczne. Wszak na Electro-Acustic Beat Session składa i składało się wiele młodych muzycznych umysłów. Nagrań ta kasetkę dokonano w klubie „Puzzle” (chyba już nieistniejącym).

Popłynąłem z tą falą jazz-hopowej muzyki. Dryfuję już wiele miesięcy w nadziei, że pomoc nie nadejdzie. 10 lutego mam nadzieję dotrzeć na koncert do Łowicza. Natomiast wiadomość z przed 10 minut jest taka, że EABS wystąpi 23 lutego na bielskiej zadymce jazzowej. Cała zimowa trasa na FB zespołu.

Dzięki,

Stefan

 

Reklamy

Yussef Kamaal i ich czarny fokus.

Black Focus brytyjskiego duetu to dla mnie jeden z najciekawszych krążków 2017 roku. Luźna atmosfera i sporo miejsca do eksperymentowania, czyli to co ostatnimi czasy lubię najbardziej. Duet Yussefa Dayesa i Kamaala Williamsa miał wykonać jednorazową sesję dla znanego już cyklu internetowego Boiler Room (jesli ktoś nie zna to zachęcam), widocznie tak zatrybiło, że mamy z tego płytę długogrającą. Miłe jest to gdy muzyka powstaje tak jak za swoich najlepszych czasów, ludzie znowu spotykają się spontanicznie i znowu, co najważniejsze, muzyka decyduje co dalej. Yussef Kamaal w ubiegłym roku zagrał serię koncertów, na które zaplanowano niewiele więcej niż kolejność utworów i zarys akordów. Totalna wolność. Obaj pochodzą z południowo – wschodnniego Londynu. Swoje pierwsze koncerty, jako nastolatkowie grali w pubach w okolicach Peckham i Camberwell. Yussef jest odpowiedzialny za bębny i ich afroamerykański beat, natomiast Kaamal to klawiszowiec, który sięga również po syntezatory i inne elektroniczne zabawki. Serdecznie polecam tę płytę szczególnie tym, którzy twierdzą, że z jazzem jest nienajlepiej. Bzdura. Jazz ma się doskonale, płynie i ewoluuje szybciej niż nasza niedoskonała często percepcja jest w stanie to zauważyć. Ale o tym w innym artykule.

Audycja Zima 2017

Tym razem spotkaliśmy się zimowego popołudnia 6 stycznia 2017 roku. Muzyka rozbrzmiewała 5 godzin i 48 minut. Obyło się bez interwencji niebieskich, nic też nie spłonęło…

na-blog

Sygnał: Mammut: Bird Mammut

1 set

orkiestraswmikolaja-7986-b650x410Orkiestra Św Mikołaja

  1. Orkiestra Św. Mikołaja 1 Bude Jarmar 2 Wiązanka Łemkowska
  2. Sielska Kapela Weselna 1 Pstrykanka 2 Karpackie III 3 Mołdawski
  3. Janusz Prusinowski 1 Wiwat Halina 2 Polka podróżna
  4. Kapela Brodów 1 Polka Marka

2 set

ola

  1. Ola Bilińska „Libelid” – cały album

3 set

marie                                                                                            Marie Boine

  1. Pat Metheny 1 Are You Going With Me?
  2. Marie Boine 1 Song For The Uborn
  3. Kate Bush 1 King Of The Mountain
  4. Bobby McFerrin 1 Brief Eternity
  5. Terje Rypdal 1 Scoupet Gat

4 set

budgie                                                                                   Budgie

  1. Budgie 1. Breadfan 2 Parents
  2. Rory Gallagher 1. For The Last Time
  3. Hairy Chapter 1. Eyes
  4. Grand Funk Railroad 1 Inside Looking Out
  5. Czar 1. Czar
  6. Anekdoten 1 Sad Rain

5 set

marek-grechuta

  1. Marek Grechuta „Magia Obłoków” – cały album (1974)

6 set

gilevans                                                                                          Gil Evans

  1. Gil Evans 1 La Nevada 2 Where Flamingos Fly
  2. Vijay Iyer / Wadada Leo Smith 1. Uncut Emeralds
  3. Sarathy Korwar 1 Dreaming
  4. Jack DeJohnette/Ravi Coltrane/Matthew Garrison 1 In Movement
  5. Wojtek Mazolewski 1 Punk-T (Live Wadowice)

7 set

fairport_convention                                                                   Fairport Convention

  1. Fairport Convention „Liege&Lief” – cały album
  2. Miles Davies 1 Flamenco Sketches

8 set

kate-bush                                                                                           Kate Bush

  1. Michael Brook/Peter Nooten 1 Several Times I
  2. The Cure 1 Scared As You
  3. Mark Hollis 1 Watershed 2 Inside Looking Out 3 The Gift
  4. Tony Gatlif 1 Remedios Silva Pisa/ Naci En Alamo
  5. Kate Bush 1 Mother Stands For Comfort 2 Cloudbusting 3 And Dream Of Sheep 4 Under Ice 5 Wakinf The Witch 6 Hello Earth
  6. Myslovitz Good Day My Angel
  7. Lacrimosa Seele In Not (live)

 

Zagraliśmy z 31 płyt:

  • Orkiestra Św Mikołaja Kraina Bojnów (2012)
  • Sielska Kapela Weselna Na nogę (2002)
  • Janusz Prusinowski Serce (2010)
  • Kapela Brodów Muzikaim (2015)
  • Ola Bilińska Libelid (2016)
  • Path Metheny Group Travels (1983)
  • Marie Boine Gavcci Jahkejuogu/Eight Season (2002)
  • Kate Bush Aerial (2005)
  • Bobby McFerrin Vocabularies (2010)
  • Terje Rypdal
  • Budgie Never Turn Your Back on a Friend (1973)
  • Rory Gallagher Rorry Gallagher (1971)
  • Hairy Chapter Eyes (1970)
  • Grand Funk Railroad Inside Looking Out (1970)
  • Czar Czar (1970)
  • Anekdoten Vemod (1992)
  • Marek Grechuta Magia Obłoków
  • Gil Evans Out Of The Cool (1960)
  • Vijay Iyer / Wadada Leo Smith A Cosmic Rhytmh Witch Each Stroke (2016)
  • Sarathy Korwar Day To Day (2016)
  • Jack DeJohnette/Ravi Coltrane/Matthew Garrison In Movement (2016)
  • Wojtek Mazolewski Polka Live (2016)
  • Fairport Convention Liege&Lief (1969)
  • Miles Davis Kind Of Blue (1959)
  • Michael Brook/Peter Noote Sleeps With The Fishes (1987)
  • The Cure Join In The Dots (2004)
  • Mark Hollis Mark Hollis (1998)
  • Tony Gatlif Vengo Soundtrack (2000)
  • Kate Bush Hounds Of Love (1985)
  • Myslovitz Best Of (2003)
  • Lacrimosa Live (1998)

 

 

Słodki Jachwe. Coltrane!!!

Afirca Brass. Ile na świecie jest płyt genialnych od początku do końca? Płytka przyjechała wczoraj z Lublina. Jakiś pieprzony express, kurier nie odpuszczał, każdy chce zarobić. Dziś pierwszy odsłuch. Niech żyją kurierzy. Coltrane jak zwykle lekarstwem dla jazzowych astmatyków. Zapach iglastego lasu sprzed 50 lat…to jest swieżość!

Wiosna 1961. John Coltrane, mistrz saksofonu tenorowego, lider zespołu, postanawia zmienić wytwórnię płytową, by, jak się później okazało zmienić oblicze jazzu.

Coltrane zaczął profesjonalnie grać w ostatnich dniach II wojny światowej.Po wojnie przyłączył się do Navy Band na Hawajach.

coltrane and navy

…ostatni po prawej w dolnym rzędzie. Zdjęcie z 1945 roku.

W 1951 roku Coltrane przyłącza się do kultowego już w tamtym czasie trębacza Dizzy Gillespie’go. Jako Sideman Towarzyszy mu w mniejszych i większych składach.

dizz coltrane

Po czterech latach Coltrane postanawia dołączyć do wielkiego Milesa. Davis nie jest w najlepszej formie. Jest „rozpędzony” i milczy od wielu miesięcy.

Ze wspomnień Miles’a:

„W 1950 roku znowu mieszkałem na Manhattanie, w hotelu America przy Czterdziestej Ósmej Ulicy. Mieszkało tam mnóstwo innych muzyków, np. Clark Terry, który wreszcie przeprowadził się do Nowego Jorku. Clark grał wtedy chyba w Orkiestrze Counta Basiego i ciągle jeździł w trasy. Baby Laurence też kręcił się po hotelu. I sporo zwykłych ćpunów.

Brałem heroinę ostro, dużo czasu spędzałem z Sonnym Rollinsem i jego bandą z Sugar Hill, z Harlemu. Do tej grupy, poza samym Sonnym, należeli pianista Gil Coggins, Jackie McLean, Walter Bishop, Art Blakey, Art Taylor i Max Roach, który pochodził z Brooklynu. Podejrzewam, że w tym okresie poznałem też Johna Coltrane’a, grał w jednym ze składów zespołu Dizzy’ego. Musiałem pierwszy raz usłyszeć go w którymś z klubów Harlemu”

U boku Devisa, Coltrane wyrasta na giganta saksofonu. Zresztą to właśnie w tym okresie powstaje dla wielu album wszechjazzu Kind Of Blue.

miles-davis-and-john-coltrane-1956-by-marvin-koner-canvas

Wiosną 1960 roku Coltrane zakłada własną grupę, a po roku podpisuje kontrakt z zupełnie nową wytwórnią Impulse ABC Paramount (później Impulse!). Podczas sześciu lat współpracy z wytwórnią John Coltrane zmieni podejście do muzyki na zupełnie innowacyjne, przyszłościowe i może trochę niespokojne. No ale niepokój często towarzyszy rewolucjom. Coltrane mógł wreszcie spróbować rzeczy, których nie mógł wykonać pod szyldem Atlantic. W ten sposób w 1961 powstaje Africa/Brass.

Słucham tego albumu kolejną noc.

„Człowieku, odkąd Coltrane umarł nie było żadnego innego Coltrane’a. Od 1967 (rok śmierci J.C.) roku nie mamy nikogo takiego jak on i pewnie mieć nie będziemy. Owszem! Wane Shorter jest cudowny, ale on nie jest Coltranem i nikt nie może chodzić w jego butach.Nikt.”

coltrane1

 

 

 

 

 

 

Erik Truffaz, ważne żeby iść…

Tagi

,

Wraz z rześkim powietrzem jesieni w moich jazzowych progach rozgościł się wygodnie Erik Truffaz. Trębacz niezwykły. Jego gra jest dość konwencjonalna, często liryczna, i ciepła no ale to co dzieje się naokoło jest często zupełnie nowatorskie i wielorakie. Kiedyś nasz znakomity reżyser Krzysztof Kieślowski powiedział proste ale jakże sławetne już słowa: „Ważne żeby iść”. Truffaz jest ciągle w drodze. Jak cudownie, że w 1998 nie zatrzymał się w tej pseudo Mekce o nazwie Blue Note. Truffaz szuka, błądzi, odnajduje. Przede wszystkim daje przestrzeń, daje odetchnąć.

Leigo Lake Music

No dobrze skoro wiemy już, że Truffaz wielkim muzykiem jest, a oprócz tego często niekonwencjonalnym i zaskakującym, pójdę jego tropem. Wszak odbiegniemy od naszego bohatera by skupić się na pewnym co najmniej intrygującym miejscu w Estonii. To właśnie w tym nadbałtyckim kraju trębacz zagrał koncert w w 2014 roku w ramach Leigo Lake Music. Gdy zobaczyłem zdjęcia tego miejsca, odruchowo pomyślałem o podróży do tego kraju wysp i wysepek. Na jednej z nich, takiej mikro wysepce ustawiona jest scena Leigo Lake Music.

10402401_922775834431029_8610110637501084803_n11800317_975210899187522_1758712146014084687_n11800161_973505616024717_5762463014420858912_n

Miejsce wydaje się być bardzo urokliwe i klimatyczne, położone niedaleko miejscowości Lutike, 230 km, na północ od łotewskiej Rygi.

Poniżej, zupełnie amatorsko zarejestrowany fragment występu Trufazz Quartet, nota bene doskonały film oddający klimat wydarzenia…

W tym roku festiwal odbył się na przełomie lipca i sierpnia pod szyldem Laigo Jarvemuusika 2015 i był zupełnie darmowy. Więc może by tak w 2016tym..

Gwiazda

Eric Truffaz ze swoim kwartetem jakiś tydzień temu gościł we Wrocławiu. Cholernie żałuję że nie mogłem zobaczyć tego koncertu gdyż jestem mocno nakręcony tą muzą i chłonę ją od jakiegoś czasu codziennie. Truffaz chwycił za trąbę w wieku 6 lat. Już po dwóch latach notuje pierwszy występ publiczny. W wieku 16 lat rzuca szkołę by dołączyć do zespołu Orange. Trzy lata później wstąpił do brazylijskiego zespołu „Cruzeiro du sul”, wraz z nim nagrał 3 płyty. W tym czasie żyje głównie z udzielania lekcji gry na fortepianie. Mając 30 lat realizuje swoje marzenie i zakłada własny skład. Debiutują płytką „Nina Valéria” w 1994, choć już rok wcześniej wygrywają nagrodę specjalną jury na konkursie „la Défense de la ville de Paris”. Erik Truffaz Quartet, w 1997 roku jako pierwsza francuska grupa wydaje płytę dla legendarnej wytwórni Blue Note. Truffaz osiąga miano gwiazdy jednak zamiast przytulić się do Blue Note i plumkać, wytycza granice i nowe standardy w jazzie. Jego muza to kombinacja jazzu, rocka, rapu, drum’n’bassu czy popu.

2003

Brzmienia kwartetu bywają trochę wielkomiejskie, jakby nadążały za zgiełkiem i pędem metropolii. To ostatnie całkowicie mnie przeraża, jednak co do tej muzyki to na pewno żaden przywar a zaleta. Bo przecież tak jest z moją ukochaną płytą francuza „Walk of the giant turtle” z 2003 roku. Truffaz przecina dźwiękiem trąbki kilka gatunków, możemy przy tej płycie potańczyć, koncentrować się na kawałkach albo w niektórych momentach pomedytować. Ta płyta jest trochę mniej znana, jednak dla mnie to wizytówka Truffaz’a.

Czy to w dziedzinie muzyki, czy też filmu, czy zmagając się ze zwykłą codziennością chyba najważniejsze żeby iść, Truffaz pewnie sporo ryzykując, pokazuje nam jak podróżować z plecakiem pełnym dźwięków.

Stefan

ChoJAZZ.

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Upalnie i bardzo jazzowo, tak będę wspominał pierwsza wizytę na tegorocznym Chojazz. Miło jest zobaczyć krzatajacego się powoli wsród wylegującej się publicznośći przed Domem Kultury, Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Ten starszy gość dał naprawdę dobry koncert. Zresztą mimo, że spotkania w Chodzieży mają miano warsztatów nie spotkałem się tam ze słabym występem. Wkraczający wolnym krokiem na deski chodzieskiej sceny Wróblewski został powitany owacją. Szybko skwitował reakcję publiczności żartem: „Nie ma co klaskać przed występem gdyż jazz to sztuka improwizacji, a z improwizacją bywa różnie co można zauważyć wśród polskich polityków…”

Kwartet zagrał kilka chwytliwych kompozycji, po których brawa już nie były bez uzasadnienia.

55b2ab526170e_o,size,933x0,q,70,h,b4f8a3

Na ostatnie trzy numery do muzyków dołączyła obdarzona latynoską urodą Dorota Miśkiewicz, no i repertuar skierowany został w kierunku Brazylii..Wywołany na bis Jan Ptaszyn Wróblewski zapowiedział, że co prawda kwartet nie zdążył zaaranżować więcej kawałków wspólnie z Dorotą Miśkiewicz ale w zamian za to zagrają jeszcze raz to samo, z tym że tym razem poprawnie:)

55b2ab550bd5f_o,size,933x0,q,70,h,c84f3d

KWARTETET:

Ptaszyn Wróblewski – tenor sax,
Wojciech Niedziela – piano,
Jacek Niedziela – bass,
Marcin Jahr – drums

Dorota Miśkiewicz – voc

Tak się złożyło, że występ „Ptaszyna” w Chodzieży zbiegł się z lekturą książki o nim samym i w tym miejscu bardzo gorąco polecam książkę „Globtroter”, którą napisał syn artysty Jacek Wróblewkski. Poniżej fragment opisujący pewne ciekawe „warsztaty” jazzowe:

„Nadszedł sierpień i rozpoczynał się pierwszy ogólnopolski festiwal jazowy w Sopocie. W całym kraju było o nim głośno i nie było nikogo, kto uważałby, iż nie wypadałoby na nim być. Niech schowają się przy nim dzisiejsze Jarociny i Woodstocki, To, co działo się w owych sierpniowych dniach przypominało jako żywo powojenne przesiedlenia ze wschodu na zachód. Tłumy oblegały pociągi. Na stacjach w odległych od wybrzeża miastach koczowały dziesiątki ludzi młodych ludzi w oczekiwaniu na transport. Wśród nich byli i sami artyści, którzy festiwal ten mieli swą muzyką stworzyć. W owych czasach czasach nie było praktycznie prywatnego transportu. Jazzman mógł się pochwalić co najwyżej skuterem, a najczęściej biletem miesięcznym komunikacji miejskiej. Wszystkie drogi zainteresowanych wyjazdem do Sopotu wiodły więc na dworce kolejowe.”

20150823_114135

…mury ociekające jazzem..

W 1971 roku, rozpoczęła się trwająca do dzisiaj, historia specyficznej formy muzycznego dokształcania, jaką są Międzynarodowe Chodzieskie Warsztaty Jazzowe. Warsztaty dojrzewały przez lata, stając się coraz bardziej znaczącą imprezą w europejskim ruchu jazzowym.  Wystarczy tam się pojawić aby  zauważyć, że z te stare ściany chodzieskiego PDK emanują jazowym ciepłem. Wiem, że pojawiali się tu zacni goście. Między innymi Tomasz Stańko, który jako wykładowca brał udział w Chojazz jednak….nikt go tam wtedy nie widział. Jednak uczestnikom wystarczała tylko wiadomość że Stańko jest w mieście…

To miejsce jest na tyle magnetyczne, że chyba trudno byłoby wymienić jakiegokolwiek znaczącego polskiego muzyka jazzowego, który by w Chodzieży nie był. Jednak to moje osobiste spostrzeżenie. Wśród miejscowych, szczególnie młodych, Chojazz jako wydarzenie potocznie nazwane zostało Jazzy. Bardzo mi się spodobało to określenie i fajnie, że młodzi mają okazję poznawać jazz LIVE i cały jego warsztat od podszewki.

Około drugiej w nocy przechadzałem się po wnętrzu domu kultury, jam sassion naprawdę zrobiło na mnie wrażenie, muzycy zmieniali się na scenie, piękne dziewczyny śpiewały standardy jazzowe, młodzi adepci jazzzu szlifowali swe umiejętności do upadłego…

Miło jest spędzić wieczór siedząc przy ognisku i słuchając delikatnych dźwięków kontrabasu do późnych godzin nocnych…znacie drugie takie miejsce na ziemii?? Ja nie…

CHOJAZZ 2015, około 2:30, foto z telefonu

20150726_020222

Stefan

Sefardix Trio w ramach poznańskiego Ethno Port, 14.06.2015r.

Tagi

,

Dobrze jest wyjść z koncertu z uczuciem spełnienia i pewnie dobrze jest zejść ze sceny ze świadomością, że nic nie zostało do dodania. To czerwcowe popołudnie na długo zostanie w mojej pamięci. Cała podróż była fantastyczna za sprawą przyjaciół, fantastycznej pogody i intrygującego festiwalu, który kończył się występem pewnego ciekawego Trio…:)

Drzemka na koncercie  dziewczyn z folkowego Sutari sprawiła, że do występu kończącego Ethno Port przystąpiłem co najmniej rześki. Marcin Oleś, delikatnymi uderzeniami w struny swego instrumentu, zabrał wszystkich zgromadzonych na sefaradyjską opowieść. Legenda rozpoczyna się utworem Sto purim. Magia natychmiast zawładneła całym pomieszczeniem.

DSCN5619

Troszkę kusiła mnie scena ustawiona przed zamkiem. Sądziłem nawet przez moment, że koncert zostanie przeniesiony, choćby ze względu na świetną pogodę. Jednak dobrze się skończyło, gdyż akustyka Sali Wielkiej w CK Zamek była doskonała, dźwięk był naturalny, jakby akustyczny. Jorgos wprawił publiczność w doskonały nastrój kilkoma słowami, zupełnie luźnymi żartami. Można było odnieść wrażenie, że ta, miejscami pełna bólu i melancholii muzyka jest tak naprawdę swego rodzaju humoreską. Bracia Oleś podśmiechiwali się pod nosem, żeby po chwili pokazać swój muzyczny profesjonalizm. Ze sceny biła świeżość i kunszt muzyków uduchowionych i pełnych pasji. Ciągły głód koncertowania i tworzenia odczuwalny w każdym ruchu palców czy śmignięciu pałeczki. I tak solo Bartłomieja Olesia wywołało pierwszy aplauz na sali…

DSCN5588

Wszystko to w akompaniamencie śpiewu Jorgosa Skoliasa. Zawodzenie, piski, chrumkanie, głos prosto z odmętów duszy, czy też najzwyklejsze podśpiewywanie niczym podchmielonego jegomościa. Miejscami jakby śpiewał kilkoma głosami naraz…

DSCN5703

Jedyna jak dotąd płyta projektu Sefardix to płyta wielka. Bałem się jednak, że materiał zostanie po prostu odegrany od deski do deski, tak jak ma to miejsce na krążku. Jakże cudownie się rozczarowałem. Zresztą jak mogłem posądzić tę znakomitą sekcję rytmiczną o muzyczne powielactwo. Utwory były porozciągane (Sokaki), ubarwione, niektóre jakby zaaranżowane na nowo.

DSCN5643

To była dobra Niedziela, to był znakomity koncert…

Stefan, 18.06.2015r.

John Frusciante: „Powiedzcie wszystkim, że zwariowałem”.

Tagi

Coraz mniej jest płyt, dzięki którym można być spokojnym o kondycję muzyki rockowej. Coraz mniej jest takich artystów, a jeśli są…to w zasadzie cud, że jeszcze żyją. Wszyscy znają zespół Red Hot Chili Peppers. Ja też. Choć nie znam żadnej płyty popularnych Red Hotów. Były jakieś tam podejścia. Nigdy nie przesłuchałem nic do końca. W 1988 do legendarnej formacji dołącza John Frusciante by po czterech latach opuścić zespół. Ucieka od wszechobecnego splendoru który towarzyszy zespołowi. Rezygnuje ze światowej sławy, na rzecz spokoju, przyjaciół i…heroiny. Kumplom z zespołu przekazuje tylko, że…zwariował. 22John stwierdza na początku lat dziewięćdziesiątych: „Narkotyki są jedynym sposobem, by być pewnym, że ma się kontakt z pięknem, zamiast pozwolić całej brzydocie świata, by złamała twoją duszę.”

Johnny Depp wraz z Gibby’m Haynes’em z The Butthole Surfers, w amatorskim dokumencie ukazują stan ekskluzywnego mieszkania muzyka, który po roku ćpania kompletnie traci kontakt z rzeczywistością.

ATAXIA

Frusciante, jak widać, szedł ostro, ale do sedna, a sednem tego miejsca zawsze jest muzyka. Projekt Ataxia poznałem ładnych parę lat temu. Szybko urzekło mnie to brzmienie domowego studia. Analagowy sposób nagrywania. Autentyczność każdego dźwięku. No i ta melancholia wszechobecna na płytach Frusciante. Ataxię tworzą, oprócz Fru, Joe Lally (Fugazi) oraz Josh Klinghoffer, multiinstrumentalista, współtwórca wielu projektów, od 2009, jakoby namaszczony przez Frusciante zatąpi go w RHCHP. Cóż…trzeba mieć ucho z gumy żeby już od pierwszych minut (sekund?) nie wyczuć potęgi tej płyty. Potęgi brzmienia i przekazu. Automatic Writting, bo nad tym tytułem owe zachwyty powstała w 2004 roku podczas dwutygodniowej sesji (tak, właśnie tak jak powstawały legendarne płyty końcówki lat 60tych i początku 70tych). W 2007 roku zostaje wydany drugi krążek z owej sesji AW II. Ta muzyka ma iście narkotyczny klimat mimo, że Frusciante przystępuje do nagrywania czysty. Ze wstawionymi implantami zębów i przeszczepioną skórą na obu przedramieniach. Auitomatic wypełniony znakomitami partiamii gitary, świetnymi wokalami trochę niczym manifest człowieka, który wrócił w ostatniej chwili używając jakiegoś podstępu, wszak tak niewielu się udało…

ADDITION (AW II)

Jestem jednym z nich, wrócić wydaje się takie proste

I znowu tu jestem, pozwalam wszystkim rzeczą dookoła po prostu sobie trwać

Znowu tego potrzebowałem a więc znowu odrzuciłem swoją duszę

Znowu skupiłem uwagę na tym, nie ma nad czym się zastanawiać

Tak, będę tu, ha ha!

Tak, kochałem Cię, ha ha!

Teraz wciąż biegnę na wschód…

Ataxia. Automatic Writting, „Another”.

Filmowy John

Frusciante oprócz tego że 1998 roku wraca do RHCHP (wskrzesza zespół, który chylił się ku upadkowi, wyprowadza go na 1 miejsce Listy Billboard’u z albumem Stadium Arcdium) beirze udział w wielu projektach, nie tylko muzycznych. Współpracuje choćby z Vincentem Gallo, pisząc 5 kawałków do filmu „The Brown Bunny”.

Wspiera również Omara Rodrqueza (Mars Volta, At The Drive) współprodukując obraz The Sentimental Engine Slayer. Zrozpaczony po rozwodzie rodziców bohater ulega autodestrukcji. Doświadcza kazirodczego związku z siostrą narkomanką, aż wreszcie popada w psychozę. Znowu dragi.

John & Josh

Frusciante wspiera talentem wielu artystów z przeróżnych rejonów muzycznych. Johnny Cash, Davida Gahan, Glenn Hughes, Perry Farrell, Wu-Tang Clan, czy wreszcie Josh Klinghoffer.

maxresdefault (1)

Panowie wydają w 2004 zupełnie powalający krążek „A sphere in the heart of silence”. Tajemnicza aura płyty, eksperymenty muzyków z elektroniką i instrumentami daje nam dzieło magiczne, pełne melancholii i emocji.

Cóz. Frusciante wielkim muzykiem jest i w zasadzie można poświęcić czas na każdy krążek sygnowany nazwiskiem gitarzysty. Pod słowami poniżej podpisuję się obiema rękami. I jedną nogą.

„Sęk w tym że jestem dziwny, choć sam ze sobą nigdy tak się nie czułem.” John Frusciante

Stefan.

Niedokończona kąpiel

Wisi ten post od tygodnia w poczekalni, jest niekompletny. Czegoś mi brakowało. Włączyłem przed momentem płytę The Empyrean i wskoczyłem pod prysznic. Tak szybko jak wskoczyłem tak cały mokry i na gaciach byłem przy wzmacniaczu aby zrobić głośniej. Ileż radości. Rock żyje i ma się dobrze. Do widzenia. Panie Fruu, Pan się trzyma jasnej strony.

john_frusciante

                           

Zniknięcie

Tagi

, ,

zniknięcie

Nigdy nie bawiło mnie oglądanie filmów po raz drugi. Drugi, trzeci, czwarty… Wydawało mi się to bez sensu. Jednak jestem na etapie, że niektóre doskonałe obrazy zaczynają mi się zacierać. To pewnie wina czasu, rzeczywistości i tysiąca innych spraw…

Tak czy inaczej obejrzałem kilka dni temu film, który widziałem dawno temu na Wieczorze Dobrego Kina w Pile. WDK to jeden z niewielu powodów, dla których warto jeszcze tu mieszkać. Nieważne.

Film fantastyczny. Chodziłem z nim bardzo długo po projekcji. Jakiś czas był ze mną ten skandynawski klimat, zresztą to chyba ten film zwrócił mi uwagę na kino skandynawskie.

Rzecz dzieje się w Oslo. Historia jest poprzecinana czasowo, genialnie trzyma w napięciu. Wózek, a w nim kilkuletni chłopiec pozostawiony na chwilę pod restauracją staje się łupem dwóch nudzących się kumpli. Prowadzą go nad rzekę, mają zamiar przestraszyć małego, ewentualnie obrobić kieszenie wózka. Nad skarpą rzeki zaczynają się sprzeczać i panikować. Chłopiec zbiega po skarpie, upada, rozbija sobie głowę. Starszy z chłopaków zdezorientowany bierze ranne dziecko na ręce, wchodzi do rzeki i…puszcza je…

Jan Thomas po kilku latach w więzieniu wychodzi na wolność. Jako, że jest muzykiem dostaje pracę w kościele jako organista. Gra niesamowicie… Ten odrzucony przez społeczeństwo „morderca” wprawia w życie kościelne organy i wydobywa z nich duszę, wyciska wszystko co możliwe, wzrusza wiernych. Wszystko to z połamanymi palcami u jednej z rąk. Pamiątka po pożegnaniu przez kompanów z zakładu karnego. Życie Jana powoli normuje się, zakochuje się w Pani pastor. Pewnego dnia, wraz z grupą uczniów, w kościele pojawia się matka zabitego chłopca…

Eric Poppe nikogo tu nie ocenia. Doszukuje się jedynie prawdy. Zagląda do głowy mordercy, dokonuje studium psychiki ofiary. Odkrywa przed nami kwestię wiary, wybaczenia oraz pogodzenia się z przeszłością. Wina, osamotnienie, niepewność. Nie lekkie, acz genialne i mądre kino, doskonały scenariusz i muzyka. Zakończenie powala.

17.05.15

Stefan.

Pink Freud, brudny jazz, czysta przyjemność

Tagi

,

pink-freud_01

Team Freud

Zespołowość, kolektyw, porozumienie, zaufanie, zabawa i zgranie. Tylko wzajemne przenikanie się twórczo spokrewnionych dusz może spowodować tak cudne efekty. Nie potrzebna wirtuozeria, niebagatelne umiejętności czy milion nut. Ważny jest wspólny puls. Obrany kierunek. Ten sam kurs. To spójność, zaufanie i wzajemna motywacja doprowadziła ten zespół na swego rodzaju wyżyny popkultury (cokolwiek to znaczy). Cechy, których tak bardzo brakuje ludziom we wspólnym współdziałaniu, nie tylko scenicznym. Wszak kolektyw odnosić może sukces na przeróżnych polach. Oni się świetnie uzupełniają. Doskonale kreują muzyczną rzeczywistość. Pozytywnie i bardzo witalnie raczą, czasami zmęczone ucho mniej przystępnymi dźwiękami. Do tej pory Pink Freud wydało pięć albumów studyjnych oraz dwa koncertowe. Zgrabnie lawirują pomiędzy punkrockową muzyczną anarchią, free jazzem i rockendrollem szeroko pojętym. Potrafią zagrać fantazyjnie, melodyjnie czy transowo. Prezentują, szczególnie na pierwszych wydawnictwach, fajne brudne brzmienie. Słuchają siebie nawzajem i dobrze rozumieją. Nie jestem zwolennikiem jazzowych ballad. Pink Freud nie grają ballad, Pink Freud często nakurwiają, chyba pierwsze przekleństwo na blogu (sorry). Lubię jazzowe nakurwianie (sorry 2)

20120417_Pink_cover_0152

Pink Freud to jeden z tych zespołów, które nakierowały mnie na jazz. Freudowski jazgot odkrył przede mną siłę gatunku. Cover Come As You Are Nirvany, mimo, że w wykonaniu PF trochę traci na energii, naprawdę fajnie łączy dotąd znany mi rockowy, bardziej konwencjonalny świat muzyki z wielowymiarowością jazzu. Nazwa nawiązuje do innej rockowej legendy. Zresztą, lider zespołu potrafi występować na koncertach w koszulce Joy Division, żeby innym razem nagrać cover Rage Against The Machine. Rockowe korzenie wymieszane z jazzową szkołą, przenikające się z wyczuciem są zawsze bardzo apetyczne. Obecnie w skład zespołu wchodzą, oprócz Mazolewskiego świetni muzycy, trębacz Adam Milwiw Baron, Rafał Klimczuk na perkusji oraz Marcin Gola na saksofonie. W przeszłości PF tworzyli m. in. pianista Marcin Masecki, grający na saksofonie Tomasz Duda, czy trębacz Tomasz Ziętek.

Muzyczne beztalencie

Czy Zygmunta Freuda można uznać za symbol kapeli? Rogacz z Doliny Rozkoszy, Sushi, tranzystory i seks, Seks Przemoc Lęk i Niemoc, Porno pogoda…  

 Można…

Freud to owiany legendą i chyba świetnie znany, austryjacki lekarz neurolog i psychiatra. Znany z zamiłowania do kokainy uważał ją za świetny antydepresant. Zaczął zajmować się jej narkotycznymi właściwościami, a wszystko to w latach 1884-1887. Taki tam trzyletni ciąg.  Freud nienawidził muzyki do tego stopnia, że unikał restauracji z muzyką na żywo oraz doprowadził do wyrzucenia z domu pianina jego siostry, która uczyła się grać. Z powodu postawionego przez niego ultimatum: „albo ja, albo pianino” muzyczna kariera dziewczyny nie miała nawet szans się rozpocząć. To on wymyślił znaną doskonale kozetkę, zwyczajnie nie lubił skupionego na sobie wzroku pacjenta. Zasłynął z odkrycia podświadomości i zainicjował nurt zwany psychoanalizą. W 1905 opublikował Trzy rozprawy z teorii seksualnej Nie mam pojęcia co ów rozprawy zawierają ale czuję że nieźle by się czytało do muzy Freudów.

261ab4a399768a53842eb835f406fde6

Pierun

Jak to w doskonałym zespole bywan, ktoś dowodzić musi. Mimo, że ja zupełnie nie słyszę tego na płytach Freudów satelitą medialnym i „twarzą” zespołu jest Wojtek Mazolewski. Człowiek, który wyprowadził jazz na łamy naszej telewizorni i poczytnych pism dla pań. Sarkazmem trąci. O założycielu Pink Freud mówi się, że oswoił jazz. Coś w tym jest. Zawsze profesjonalny, elokwentny i wyluzowany. Jakby to powiedział T. Stańko, bardzo dobry cat. Basista dowodzi również zespołem Wojtek Mazolewski Quintet. Zapełniający ostatnio wszystkie sale, oklaskiwany na stojąco i zbierający doskonałe recenzje kwintet nagrał do tej pory trzy płyty. Znajdzie się miejsce i czas również dla tej muzy…

mazolewski

Japan Tour

Koncertowali w całej Europie m.in. we Francji, Austrii, Portugalii, Włoszech, czy w Szwecji. Na Węgrzech, a dokładnie na festiwalu Sziget w Budapeszcie zdobyli uznanie fanów. Koncert uplasował się na drugim miejscu rankingu najlepszych występów festiwalu. Byli gościem również w Meksyku, Chile, Argentyny, Peru, Maroko. Dwie przygody z krajem kwitnącej wiśni musiały mieć niezmiernie pozytywny wpływ na rozwój PF jak i samych muzyków. Zresztą Horse & Power, nazwa najnowszej płyty pochodzi od japońskiego dzień dobry (Konichiwa).  Pierwsza trasa odbyła się we wrześniu natomiast druga w listopadzie 2011. Zatrzymajmy się na chwile na pierwszym dalekowschodnim wypadzie Freudów. 17 i 18 września roku „nasz” zespół daje koncerty na Festiwalu Muzyka i Kultura w górach niedaleko miejscowości Yamagata. Cóż to za góry? Cóż za festiwal? Miejscowość wygląda mniej więcej tak.

24Japan-38Yamadera_Temple-200Yamagata

Festiwal Bokurano Bungaku, jeśli odbywa się po dziś dzień (a wydaje mi się, że niestety nie) musi być, chociażby ze względu na miejsce, wydarzeniem co najmniej ciekawym. Poniżej plakat z edycji, na której występował Pink Freud.

tumblr_ly6fjwZcML1qaz1ado1_500

Zespół widziałem kilka lat temu w auli CK Zamek w Poznaniu. Fajny koncert, jednak nie znoszę sal koncertowych, które przypominają kino. Nie znoszę miejsc w których nie mogę napić się piwa, kawy, herbaty kiedy chcę. Pink Freud to nie Orkiestra Sinfonia Varsovia. Lubię czuć się swobodnie. Ten koncert nie był swobodny.

Wszystko płynie

Pink Freud nie przeskoczy samych siebie. Nie będzie przełamywać jazzowych kanonów. Niestety niektórzy tego wymagają od gdańskiego kwartetu. Niepotrzebnie. Na szczęście zespół żyje własnym życiem i z pewnością nieraz mnie jeszcze zaskoczy, powiedzmy na otwartym koncercie gdzie stanę sobie odpowiednio nastrojony pod sceną, a nie w kinie…

„Nigdy nie bywamy tak bezbronni, gdy kochamy i tak beznadziejnie nieszczęśliwi, gdy tracimy miłość”.

FREUD.

17.05.2015

Stefan.